czyli to co w matce siedzi
RSS
鈔oda, 29 kwietnia 2009
Urwisy.

jak wszystkie dzieci potrafi zaadaptowa ka盥y przedmiot do zabawy. Konar wi瘯szy od siebie r闚nie.


I kamienie. W ka盥ych grze鄂owych spodniach znajduj ich gar軼ie. W domu coraz wi瘯sza kolekcja.


Lubi si.


Chusta do noszenia dzieci ma wiele zada. Tutaj uciekaj帷y welon.


I przeci庵anie liny.


Oraz hamak z pomoc babci Hani.


Na koniec ca逝郾e oblicze.

09:42, fajerwerka_1
Link Komentarze (10) »
sobota, 25 kwietnia 2009
|
Trzy tygodnie po wirusie tchawicowym Grzesi雟ki z豉pa dok豉dnie t sam infekcj ponownie, kaszle identycznie jak poprzednio, miauczy, marudzi i rozp造wa si w swojej biedocie jota w jot tak samo. Jagoda naturalnie kupi豉 sobie infekcj od niego i oboje w nocy koncertuj charcz帷 na dwa g這sy.

Co na szcz窷cie nie przeszkadza nam w sp璠zaniu po這wy dnia poza domem. Inaczej zreszt roznie郵iby mieszkanie. Coraz wi璚ej robi razem, g堯wnie zabaw fizycznych, dlatego 瞠by nie s造sze kakofonii szurania je寮zik闚 軼igaj帷ych si przez przedpok鎩, pchaczy oraz ko這wrotk闚 na kiju wraz z okrzykami zwyci瘰twa i g這郾ym 酥iewem na ustach, zbieram towarzystwo pod pach i wyprowadzam na wybieg. Najcz窷ciej pomaga. G堯wnie moim uszom.

*
Wieczorem zza drzwi 豉zienki s造sz scen:
- Jagoda, to jest m鎩 r璚znik! Mama posz豉 po r璚znik dla ciebie, nie wycieraj si moim! - Grzegorz pilnuje swoich spraw z wanny.
- M鎩! - odkrzykuje Jagoda, nie przerywaj帷 owijania si w to, co uda這 jej si 軼i庵n望 z wieszaka.
- M鎩 r璚znik!
- M鎩!
- M鎩 r璚znik!
- M鎩!
Wymiana okrzyk闚 trwa. Gdy wchodz do 鈔odka, natychmiast jest mi j璚z帷o-zgrzytliwie komunikowane:
- Mamo, bo ona m闚i, 瞠 to jest jej r璚znik. A wcale 瞠 nie, bo to jest m鎩 r璚znik!

Wyci庵am z r彗 c鏎ki przedmiot sporu, odwieszam na kaloryfer i staraj帷 si zachowa niezm帷ony spok鎩, t逝macz nie酥iesznie:
- Ale Grzesiu, ona tak si tylko z tob przekomarza, przecie ona w og鏊e nie wie, czyj jest kt鏎y r璚znik. Mo瞠 ona ci tylko tak przedrze幡ia, jak papuga? Mo瞠 to taka zabawa, kto krzyknie g這郾iej? Ja jej oczywi軼ie wyt逝macz, 瞠 to jest tw鎩 r璚znik, ale nie przejmuj si tak bardzo tymi jej przekomarzaniami.

W tym momencie Jagoda wstaje, zrzuca r璚znik, kt鏎ym tymczasem otuli豉m jej niewielkie go貫 cia趾o, chwyta si r瘯ami pod boki i zw篹aj帷 oczy w ostatecznym triumfie wypala bratu prosto w twarz:
- MOJA MAMA!

Po czym odwraca si do mnie i jak gdyby ani na chwil nie przesta豉 by najdelikatniejsz istot pod s這鎍em, zarzuca mi teatralnie r璚e wok馧 szyi i patrz帷 g喚boko w oczy, stempluje czu貫go ca逝sa na moim policzku. I niby mimochodem, szybkim rzutem oka sprawdza, czy brat patrzy.

Ci篹kie dzia這 wytoczy豉, zar璚zam.

I pomy郵a這 mi si wtedy - oj, nie doceniamy tej naszej Jag鏚ki, nie doceniamy. Poka瞠 nam ona jeszcze.

*
Ale po prawdzie roznosi si po naszym mieszkaniu przez niemal dzie ca造 pe軟e s這dyczy:
- Dziesiu, chod, Dziesiu, ciekaj, Dziesiu, chod je嗆, to picie Dziesia, to bupy(buty) Dziesia, to auto Dziesia, to mi Dziesia, tu ja siedzie, tam Dziesiu, nie ma Dziesia, chod, mamo Dziesia (chod do Grzesia), jeeest Dziesiu!

I w odwrotn stron podobnie. Odrobin tylko dojrzalej. 柝e nie jest mi璠zy nimi.


01:02, fajerwerka_1
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 kwietnia 2009
Dzieciuchy 鈍i徠eczne.






00:36, fajerwerka_1
Link Komentarze (4) »
wtorek, 14 kwietnia 2009
砰jemy.

Po pa鄉ie gor帷zek, kaszli, chrypek, czerwonych garde i utracie g這su przez niekt鏎ych, 鈍i皻a sp璠zamy prawie zdrowi.
Jak ka盥a matka po kilku latach matkowania, posiad豉m umiej皻no嗆 rozpoznawania jednostki chorobowej po brzmieniu kaszlu. Tym razem moja zdolno嗆 utrwali豉 sobie kolejn zdobycz - kaszel tchawiczny. Po pi璚iu latach z latoro郵ami zapadaj帷ymi na r騜no軼i, mog spokojnie nazwa siebie nas逝chowym ekspertem, kaszle gard這we, p造tkie, g喚bokie, tubalne, g逝che, suche, mokre, odrywaj帷e, piej帷e, szczekaj帷e, grzmi帷e jak dzwon i furcz帷e jak mi皻y papier s ju prawie moim hobby. Do lekarza chodz w zasadzie tylko po potwierdzenie w豉snych przypuszcze, cho nie ma si czym chwali, wola豉bym po這wy z tych odg這s闚 nie zna, nie rozpoznawa, nie mie do czynienia. Ale jak to matce dziecka w przedszkolu, nie dany mi wyb鏎.

Jak zwykle, gdy Grzesiek zaczyna by chory, ubolewam nad nim, 瞠 niniejszym odb璠zie wielodniowe kiszenie si w domu i na absencji przedszkolnej jedynie wiele straci, a nic nie zyska. A potem jak zwykle jako嗆 owego domowego czasu przyja幡ie mnie zaskakuje. Udaje nam si nadrobi brakuj帷e rozmowy, brakuj帷e czu這stki, w po軼ielach kot這wania, chichotliwe pogaduszki, rozwleczone spacery i wyt瘰knione partyjki warcab闚. Wiadomo, zwyczajowy czas Jagody w moim grafiku jest wtedy znacznie ograniczony, dzielenie mnie mi璠zy nich dwojga staje si wyczynem sportowym, ale jednocze郾ie ich wsp鏊ny czas to klocuszek do budowy uczucia mi璠zy rodze雟twem. Nie ma tego z貫go.

*
Blog ostatnio spa snem sprawiedliwego. Dzi, otworzywszy laptopa, po這篡wszy palce na klawiaturze w pozycji wyj軼iowej zaduma豉m si na jak捷 chwil z pytajnikiem w g這wie, co te mog豉bym nowego napisa. Co nie znudzi這by potencjalnych czytelnik闚, co nie by這by jedynie powt鏎k z rozrywki, klepaniem wci捫 tego samego, pleceniem na drutach oczek szalika tam i z powrotem, nie zmieniaj帷 uparcie koloru. Chwila zadumy sta豉 si niemal ca造m wieczorem, a w ko鎍u uzna豉m, 瞠 nie spos鏏 napisa czegokolwiek innego, je瞠li od tygodni jedna my郵 rz康zi.

Ot騜. No w豉郾ie. Nie umiem nic innego napisa, jak to, 瞠 jest mi teraz tak dobrze w 篡ciu, jak nigdy przedtem. I cho zdaj sobie spraw, 瞠 jednak nud zion i cho wiem, 瞠 wielu, kt鏎ym w 篡ciu dobrze aktualnie nie jest, takie bezwstydne wyznanie, na pi鄉ie bezczelnie wy逝szczone, mo瞠 szczypa w oczy, niech耩 do szcz窷liwca zaogni, to jednak ch耩 zatrzymania tego b這gos豉wionego czasu g鏎uje nad rozs康kiem.

Dobrze mi, gdy Jagoda bierze moj d這 i ka瞠 sobie g豉ska g這w podczas wieczornego usypiania. Usypianie przy piersi, po czasie zw徠pienia, zupe軟ie przesta這 mi si niecierpliwi, ci捫y i dawa we znaki, a okaza這 prze-przyjemnym momentem doby, na kt鏎y jedna i druga przebiera nogami, gdy tylko nasz czas wzbiera. A kierowanie moj r瘯 w g豉skaniu swojej potarganej g這wy to delicja na deser wieczoru.

Dobrze mi, gdy ca貫 po這wy dnia przesiadujemy na ogr鏚ku naszego nowego domu, buszuj帷 w marnej jeszcze, niewyro郾i皻ej trawie, grzebi帷 si w ziemi, kamykach i resztkach gruzu, grabi帷 humus i bazgrz帷 kred po tarasie. Pod wiecz鏎 dopiero zgarniam dzieci do samochodu, z ci篹kim sercem opuszczam t nasz idyll, wracaj帷 do mieszkania przy skrzy穎waniu, aby ju tylko brudne jak nieziemskie stworzenia dzieci do wanny wsadzi i z kurzu naszej w豉snej ziemi je odszorowa.

I naocznie odczuwam, 瞠 powoli moje m這de przestaj by miejskimi szczurami, na dwugodzinne spacery z betonowego terrarium wypuszczanymi, a stopniowo metamorfuj w pe軟e wolno軼i myszy polne, wi瘯sz cz窷 dnia gdzie oczy ponios rozbiegane. Dzieci wsi. Brudne, wiatrem osmagane, czesane od 鈍i皻a, z piaskiem za paznokciami, w spodniach z przetartymi kolanami. Tak, jak marzy豉m.

I cho znu瞠nie moje obecnym stanem rzeczy ro郾ie i przyspiesza wprost proporcjonalnie i cho nieustannie nie mo瞠my si przeprowadzi i cho m捫 wyka鎍zaj帷y budow roz-cala rodzin, bol帷 wieczorn nieobecno軼i i cho rura w 鈍ie穎 okaflowanej 豉zience w豉郾ie p瘯豉 i p造tki zala豉 wraz z sufitem pokoju pi皻ro ni瞠j i cho wybrane spo鈔鏚 innych deski pod這gowe, te najpi瘯niejsze, wymarzone, akurat przesta造 by produkowane i cho znowu czeka nas przeto maraton po sklepach i cho kryzys, plagi, katary, gor帷zki i niewiele pracy, to i tak dobrze mi. Bardziej, ni wcze郾iej. Ni kiedykolwiek.
I ma這 pisz, bo co tu pisa. 疾 dobrze mi? 疾 dzieci mam przesuper? Tyle? Znowu tak nudno?

Jak co nowego u nas, dam zna.


01:01, fajerwerka_1
Link Komentarze (14) »