czyli to co w matce siedzi
RSS
pi徠ek, 26 listopada 2010
#
Ka盥ego niedeszczowego dnia my郵a豉m, 瞠 to z pewno軼i ostatnie chwile pogodowej passy i uznawa豉m, 瞠 grzechem by這by zostawa w domu. Tym sposobem prze豉zili鄉y ca陰 jesie.














Do zapami皻ania zostawiam sobie tamten spacer, kiedy padni皻a Jagoda nie mia豉 si na pow堯czenie nogami, a do samochodu mieli鄉y jeszcze kawa貫k pod g鏎. Proponuj jej wskoczy na moje plecy, z przodu mam Wojtka w chu軼ie. My郵 - ponios j tylko kilka krok闚, nadrobimy troch. Ale wtedy Jagoda, stary chu軼ioch, oplata mnie profesjonalnie nogami w pasie, podk豉dam d這nie pod jej po郵adki i okazuje si, 瞠 nie jest mi bardzo ci篹ko. Wtulaj si we mnie oboje, za r瘯 ci庵n Grzesia.

M霩g zalewa mi substancja, kt鏎a ka瞠 mi i嗆 pod g鏎 szybkim krokiem i nie zatrzymywa si. W 造dkach pali ogie, czuj si 鈍ietnie. Wychodzi stara prawda - porz康ny wysi貫k fizyczny robi dobrze g這wie.

Wtedy Wojtek z Jagod zaczynaj si 鄉ia do siebie ponad moim barkiem i chocia ledwo 豉pi tlen, nie chc tego przerywa.

- Mamo, jeste atlet. - m闚i Grze zdyszanym g這sem, pr鏏uj帷 dor闚na mi kroku.
W domu Jagoda opowiada tacie, 瞠 mama to si豉czka. Najsilniejsza na 鈍iecie. Jak wida t篹yzna imponuje wszystkim dzieciom, wystarczy podnie嗆 dwoje na raz, a cz這wiek ro郾ie w m這dych oczach.

Wieczorem k豉d si do 堯磬a milutko padni皻a.
Jaka szkoda, 瞠 nie czuj si tak przyjemnie po lataniu z odkurzaczem i 軼ierk. Ale wtedy pewnie uzale積i豉bym si od sprz徠ania, a 瘸dne uzale積ienia nie s dobre.

00:53, fajerwerka_1
Link Komentarze (4) »
poniedzia貫k, 08 listopada 2010
Halloweenowe

zmory wy這ni造 si z mroku i z szalon rado軼i posz造 w osiedle, aby ameryka雟kim zwyczajem wyci庵a od ludzi 豉kocie.



Uda這 im si ca趾iem sowicie napcha brzuchy, a niecodzienny wygl康 ich bandy wzbudzi zaskakuj帷 sympati.
A wystarczy這 tak niewiele, ot poci皻e prze軼ierad豉, najta雟za maska, badziewna peruka i dobre towarzystwo. I ca貫 popo逝dnie zaj皻e.



Nast瘼nego dnia gotujemy kremow dyniank z grzankami i pieczemy dyniowe muffiny, bo rzecz jasna, nie mo瞠 obej嗆 si bez dr捫onej dyni, kt鏎a ca造 nast瘼ny tydzie odstrasza z貫 duchy od naszego domu.



- Mamusiu, a z czym s te babeczki? - pyta podejrzliwa w temacie jedzenia Jagoda.
- Z dyni. Z tym, co wczoraj wyci庵n瘭i鄉y z dyniowej g這wy.
Patrzy niepocieszona. Jest rozdarta, z jednej strony babeczki kusz, a z drugiej strony dyniowy dodatek budzi nieufno嗆.
Obserwuje moje ruchy, gdy wlewam ciasto do foremek. Ca造 czas przemy郵iwuje spraw. W ko鎍u 豉pie si ostatniej nadziei.
- A jak si upiek, to nie poczuj, 瞠 w 鈔odku jest dynia?
- Nie poczujesz. - odpowiadam ubawiona.
- A, to zjem. - ustala sama ze sob,

*
- A jaka to b璠zie zupka, taka 鄴速a? Ho ho, jaka 豉dna. - obserwuje wiruj帷 mas w robocie kuchennym. Jagoda zawsze kr璚i si ko這 mnie podczas gotowania, cho tylko dwadzie軼ia procent pokarm闚 aprobuje do konsumpcji.
- Dyniowa.
Mina jej rzednie.
- Dyniowa... - jest zawiedziona. - Ja nie lubi dyni. - o鈍iadcza wedle tradycji.
Wodzi wzrokiem jeszcze przez chwil za ruchem zupy.
- Ale - o篡wia si nagle - je瞠li ona b璠zie zmiksowana, to nie poznam, 瞠 w 鈔odku jest dynia?
- Nie poznasz.
- A, to zjem. - postanawia ucieszona.

Nie ka盥ego dnia idzie tak 豉two.

Halloweenow zup najch皻niej pa豉szuje Wojtek. Ten nie doktoryzuje si na sk豉dzie 郾iadania, nie roztrz御a odcieni pasty rybnej z twarogiem, ani nie studiuje proporcji mi瘰a do sur闚ki w obiedzie. Jak dot康 jest najwdzi璚zniejszym go軼iem mojej kuchni.

Ka盥ego dnia zadaj sobie pytanie, czy Jagoda dzi jad豉by inaczej, gdyby od pocz徠ku by豉 karmiona jak Wojtek.
Ech.

00:11, fajerwerka_1
Link Komentarze (13) »