Zak³adki:
1. Pierwsza czê¶æ
2. Rodzicielstwo blisko¶ci
3. Przyjaciele sprzedaj±
4. Zaprzyja¼niony portal
|
czyli to co w matce siedzi
pi±tek, 14 pa¼dziernika 2011
Przyszed³ czas po¿egnania. Dziêkujê Wam , kochani za wszystkie lata bycia blisko mnie, towarzyszenia mi i wspierania mnie. Wiele dobrych, wa¿nych i m±drych rzeczy wyczyta³am z waszych komentarzy. Wiele razy dziêki Wam i temu miejscu uda³o mi siê przetrwaæ burze. Ale nie umiem ju¿ opowiadaæ, mówiæ o sobie do ca³ego ¶wiata. Coraz wiêcej by³o we mnie obaw, coraz wiêcej wahania przed napisaniem ka¿dego s³owa. Zbyt du¿a publiczno¶æ. Zbyt ró¿norodna. Coraz trudniej siêgn±æ w g³±b i napisaæ co¶ prosto ze ¶rodka. Od dawna czu³am, ¿e którego¶ dnia powiemy sobie z blogiem do widzenia.
Kochani, u nas wszystko w porz±dku. Wojtka niespiesznie i stopniowo odstawiam od piersi i na pewno bêdzie to d³ugi proces, bior±c pod uwagê, ¿e nie umiem s³uchaæ jego p³aczu i unikanie tego odg³osu jest dla mnie ³atwiejsze, ni¿ pchanie ca³ej akcji do przodu. Dlatego pewnie wielokrotnie skapitulujê. Miêkka jestem. A on mocno uzale¿niony.
Wojtek jest naj¶mieszniejsz± osob± w tej rodzinie, z ewidentnym poczuciem humoru i choæ jego mowa jest dopiero na poziomie krótkich dwuwyrazowych komunikatów, potrafi robiæ sobie ¿arty i wyg³upiaæ siê z rodzeñstwem, jakby by³ z nimi równiach±. Jest dzieckiem stada. Ka¿dym spostrze¿eniem musi podzieliæ siê z reszt±, wrzeszczy na ca³e gard³o"Dzie¶, Doda!!!" (Grze¶, Jagoda) kiedy widzi co¶ za oknem, nie ma mo¿liwo¶ci, ¿eby poszli gdzie¶ bez niego, co si³ w nó¿kach biegnie za nimi, ko³ysz±c siê szybko i zabawnie na boki.
Jagoda. Gdybym mia³a okre¶liæ Jagodê jednym krótkim wyra¿eniem, powiedzia³abym - kot. £asz±cy siê, przymilny, czêsto le¿±cy na kolanach, ale jednocze¶nie z pierwiastkiem niezale¿no¶ci. Jagoda uwielbia byæ blisko fizycznie, jest maskotk±, domowym zwierz±tkiem do g³askania. A potem idzie swoj± drog±. Za³atwiæ swoje sprawy.
Grze¶ zadomowi³ siê w nowej szkole. Lokalna spo³eczno¶æ wci±gnê³a go w treningi pi³ki i wymianki figurkami gormitów. Po moim pocz±tkowym rozczarowaniu szko³±, zaczê³am j± ceniæ za to, ¿e jest blisko, z czym niezaprzeczalnie wi±¿± siê korzy¶ci. Szko³ê, mimo jej wad zaakceptowa³am, poniewa¿ start w niej okaza³ siê dla Grzesia wbrew pozorom bardziej ³agodny, ni¿ w poprzedniej. Ch³opak jest w ¶rodku grupy, nie na zewn±trz, ma do rzeczy nauczycielkê i ku mojemu zdumieniu cieszy go czas na ¶wietlicy, choæ ja sama jestem jego jako¶ci± zawiedziona. Poza tym Grze¶ jak zwykle - podatny na dobre s³owo; im dostaje wiêcej, tym lepiej funkcjonuje. Jak g±bka, pochwa³y i wyznania uczuæ ch³onie w ka¿dej ilo¶ci i dobrze mu robi±, dlatego sta³y siê nasz± g³ówn± metod± wychowawcz± wobec niego.
Ja, choæ dobrze dzia³am na planie rodzinnym, najlepiej siê czujê, kiedy ka¿dego dnia dostajê wynagrodzenie w postaci wieczoru bez dzieci, z mê¿em lub moimi dobrymi duszami. Stara prawda - matka, choæby nie wiem jak dzieci uwielbia³a, musi siê od nich na koniec dnia odsun±æ. Dla zdrowotno¶ci umys³u.
Nasze klocki s± na razie pouk³adane, ka¿dy ze swoim miejscem w budowli, ba³agan siê sam jako¶ uporz±dkowa³. Jeszcze rok bêdziemy w takiej formie. Potem byæ mo¿e Wojtek pójdzie do przedszkola i wtedy trzeba bêdzie co¶ przebudowaæ. Mo¿e do mojego w³asnego ¿ycia dojdzie nowy element, a mo¿e rozszerzê obecn± budowlê. Mo¿e bêdê siê zajmowaæ tym, czym dotychczas, ale mocniej, intensywniej. Czas poka¿e. Na razie mam ufno¶æ w to, co przyniesie. Na razie wci±gam ka¿dym kosmkiem ¶luzówki to, co mam, rozkoszuj±c siê zapachem skóry moich dzieci, wciskaj±c nos w ich miêkkie w³osy, s³uchaj±c skupionych oddechów nad kawa³kiem plasteliny.
I wam te¿ takiego czasu ¿yczê. Do widzenia, kochani.
pi±tek, 26 sierpnia 2011
czwartek, 25 sierpnia 2011
Nasza Chorwacja
       By³o mi b³ogo. Chorwacja, w której by³am pierwszy raz, spe³ni³a moje oczekiwania. Zobaczy³am to wszystko, o czym s³ysza³am, to bajkowe po³±czenie gór i morza, te kolory turkusu, b³êkitu i bia³ych kamieni, te oleandry, rododendrony, naturalne ogrody skalne i stare miasteczka z ciasnymi uliczkami.
Wakacje zorganizowali¶my g³ównie pod dzieci, dlatego jechali¶my w jedn± stronê dwa dni z noclegiem po drodze, dlatego niewiele zwiedzali¶my, dlatego g³ównie siedzieli¶my nad morzem i dlatego wynajêli¶my dom z wielkim, starym ogrodem, ¿eby mieli gdzie buszowaæ.
Odpoczê³am.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Wyje¿d¿amy na wakacje. Do zobaczenia.
¶roda, 03 sierpnia 2011
S³odko gorzki.
Wojtek ukoñczy³ pó³tora roku z klasycznymi objawami - ¼le znosi odmowê i trudno mu przyj±æ, gdy co¶ idzie nie po jego my¶li. Ten typowy osiemnasty miesi±c.
Wczoraj zapragn±³ za³o¿yæ ukochane buty crocsy. Pech chcia³, ¿e owego dnia zosta³y w samochodzie u taty, który wyby³ z domu. D³ugi czas zajê³o mi odwracanie jego uwagi, biedak pokazywa³ go³e stopy, nawo³ywa³ rozpaczliwie "kuku... kuku...." (crocsy, crocsy), rzuca³ z w¶ciek³o¶ci± sanda³ami, które proponowa³am mu w zamian, wtula³ siê z ¿alem we mnie, odpycha³ mnie z irytacj±, wtula³ znowu i odpêdza³, jak muchê. Wy³, k³ad³ siê na pod³odze i spektakularnie obra¿a³. W koñcu wpad³am na genialny pomys³, wygrzeba³am z worka na strychu za du¿e crocsy po Jagodzie, koñcz±c tym samym jego z³e samopoczucie. Podobne sceny mamy na co dzieñ.
Nauczona poprzednimi dzieæmi ustêpujê, przytulam i dajê za wygran±. Grzesiowi w analogicznym czasie ustêpowa³am znacznie mniej, znacznie bardziej d±¿y³am do pokazania, kto ma racjê. Do dzi¶ pozostajê z wra¿eniem, ¿e wychowawczo to niewiele da³o, a jedynie sporo siê oboje namêczyli¶my.
Gêbusia siê Wojtkowi nie zamyka, drepcze po domu na krzywych nó¿kach i opowiada, bez przerwy co¶ opowiada. Gada w jêzyku obcym z t± komicznie zachowan± intonacj± prawdziwego zdania. Choæ ju¿ coraz wiêcej w tym gadaniu cywilizowanych s³ów, coraz czê¶ciej ³±czonych w dwuwyrazowe frazy - "Geciu lo-lat" (Grzesiu ¶piewa sto lat), "Doda buuu" (Jagoda p³acze), "dzieci ma" (dzieci nie ma).
Szybko musi siê ch³opina nauczyæ mówiæ. Tak du¿o ma do powiedzenia. Tak du¿a determinacja maluje siê na jego twarzy, gdy chce nam co¶ przekazaæ, gdy ca³ym sercem pragnie byæ zrozumiany.
Padamy ze ¶miechu, kiedy co¶ do nas mówi, my nic nie rozumiemy, a on pokazowo siê obra¿a. Jego mimika jest tak bogata, ¿e nie sposób pomyliæ jego nastrojów z czymkolwiek innym. Obra¿ony, naburmuszony, zagniewany wygl±da wyj±tkowo komicznie. Uwielbiamy tê jego pucu³owat± twarz z ca³ym ¶wiatem uczuæ wymalowanym na obliczu.

pi±tek, 22 lipca 2011
Syrena
Jestem przekonana, ¿e instruktor, który prowadzi Jagody lekcje p³ywania s±dzi, ¿e dosta³o mu siê dziecko z ADHD. Jagoda, z momentem dotkniêcia odnó¿ami powierzchni wody doznaje przemiany i ze zrównowa¿onej, spokojnej dziewczynki zamienia siê w nadpobudliw±, rozszala³± wodn± bestiê o nieprzewidywalnych ruchach.
Mia³a na pocz±tku problemy z dostosowaniem siê do dyscypliny. Woda kojarzy³a jej siê wy³±cznie z wariactwem, dlatego trudno jej by³o przestawiæ siê na jednostajne powtórki lub le¿enie na plecach d³u¿ej ni¿ 5 sekund. Wygl±da³o, jakby by³a na bakier z pos³uszeñstwem. Nauczyciel wydawa³ polecenie, które udawa³o jej siê wykonywaæ przez zaledwie kilka sekund, po czym nie wytrzymywa³a i dawa³a nura pod wodê. Na pocz±tku mnie to bawi³o, jednak do¶æ szybko zaczê³o mi byæ zwyczajnie wstyd, ¿e moje dziecko tak bezczelnie nie s³ucha. Facet wk³ada³ mnóstwo wysi³ku, aby co¶ od dzieci wyegzekwowaæ, a gdy ona zwiewa³a mu pod wodê, nerwowo zerka³ w stronê trybun, gdzie siedz± rodzice, jakby obawia³ siê, co sobie o nim pomy¶limy. Fl±dra ¶wietnie siê bawi³a i mia³a trochê w nosie delikatne poruszanie stopami i zanurzanie ust, aby æwiczyæ wypuszczanie b±belków. Wyj±tkowo te¿ mierzi³ j± zakaz skakania do wody z brzegu.
Po kilku pierwszych zajêciach zadzwoni³am do w³a¶cicielki szkó³ki, aby o tym porozmawiaæ. Zapewni³am, ¿e bardzo doceniamy wysi³ki nauczyciela, ale zapisali¶my Jagodê tylko dlatego, ¿e jej brat w tym samym czasie trenuje ze starsz± grup±. Nie wyobra¿ali¶my sobie powiedzieæ dziecku, ¿e brat chodzi na basen, a ona nie, bo to szkó³ka dla starszych dzieci. Jest m³odsza od nich wszystkich i naprawdê nie zale¿y nam, ¿eby ju¿ teraz nauczy³a siê p³ywaæ, wystarczy ¿eby mog³a po prostu byæ w wodzie. Niech siê ten biedny nauczyciel wyluzuje.
Ku mojemu zdumieniu kobieta odrzek³a, ¿e doskonale Jagodê kojarzy, tej dziewczynki nie da siê przeoczyæ. Wszyscy instruktorzy i ratownicy ju¿ j± zauwa¿yli, pokazuj± sobie palcami, jak to dziecko zachowuje siê w wodzie. Jagoda jest ¿ywio³owa i faktycznie, trudno jej siê dostosowaæ do trybu lekcji, ale "mo¿e pani nie zale¿y, ¿eby siê nauczy³a teraz p³ywaæ, ale nam owszem, bardzo. To bêdzie p³ywaczka, musi pani siê z tym pogodziæ. Takiej osóbki jeszcze w tej szkó³ce nie mieli¶my."
Rok szkolny min±³, Jagoda nauczy³a siê p³ywaæ strza³k± pod wod± i jak siê odrobinê wyciszy, to udaje jej siê pokazaæ, jak umie p³ywaæ na plecach. Ca³e szczê¶cie,w miêdzyczasie nauczy³a siê te¿ s³uchaæ instruktora. Z zabawy w wodzie preferuje nurkowanie. To g³ównie dla niej stan±³ basen w naszym ogródku, ka¿dego dnia w nim siedzi i nie przeszkadzaj± jej zmienne warunki pogodowe. S±siedzi patrz± szerokimi oczami na to dziwne dziecko, które wbiega do lodowatej wody gdy si±pi deszcz, a znajomi ¿artuj±, ¿e powinni¶my zostawiæ basen do zimy, ¿eby przekonaæ siê, czy Jagoda zdecyduje siê k±paæ w przerêblu.
Jest wielu, którzy patrz± w pow±tpiewaniem na to, ¿e nie liczê jej czasu w zimnej wodzie, widzê te spojrzenia. Ale ufam jej. Mam jakie¶ wewnêtrzne przekonanie, ¿e ona potrafi oceniæ, kiedy jest jej zimno. Jak zmarznie, wychodzi sama.
Gdy na wakacjach u dziadków poszli na basen, wpada³a w wodê ze zje¿d¿alni, potem odbijaj±c siê od dna, wyskakiwa³a na powierzchniê i wykrzykiwa³a "babciu, wyp³ynê³am!", spiêty ratownik nie spuszcza³ jej z oka, ca³y czas sta³ w gotowo¶ci na jak±¶ akcjê.
W³a¶cicielka szkó³ki zapyta³a ostatnio, czy mo¿e zrobiæ Jagodzie podwodne zdjêcie na stronê internetow±. Jagoda nurkuje bez okularków i z szeroko otwartymi oczami, co - gdy siê p³ynie ko³o niej, wygl±da do¶æ niesamowicie.
* - Jagoda co¶ ostatnio wspomina, ¿e chce chodziæ na balet. - rozmawiam z przyjació³k±. - Co druga kole¿anka uczêszcza na balet, ale ona nie wie, jak to naprawdê wygl±da. My¶li, ¿e bêdzie od razu krêciæ piruety. - Nie odbierz tego ¼le, - odpowiada K. - ale Jagoda zupe³nie nie kojarzy mi siê z baletem. Kiedy my¶lê o Jagodzie, to najbardziej kojarzy mi siê ze skakaniem na bombê do basenu.
¦miejemy siê. Przypominam sobie, jak trzymiesiêczna Jagu¶ w wanience kopa³a nogami z rado¶ci tak, ¿e woda sp³ywa³a po ¶cianach. Ju¿ wtedy wygl±da³a tak, jakby w du¿ej czê¶ci nale¿a³a do wodnego ekostystemu.
poniedzia³ek, 11 lipca 2011
Wojtek
rozmi³owa³ siê w komunikacji. Przyjemne to, kiedy gêbusia mu siê nie zamyka i ca³e godziny co¶ opowiada, historie, które siê wydarzy³y, dziwy, które przyku³y jego uwagê, te swoje "katko brum" (autko jecha³o), "tatuæ halo" (tata telefonowa³) i "Jadoda bam" (Jagoda upad³a).
Prawdziwy z niego ch³opak. Nie ustoi w miejscu, gdy z oddali s³yszy odg³os przeje¿d¿aj±cego wzd³u¿ naszego p³otu traktora, biegnie wtedy do ogródka, a¿ mu siê nó¿ki pl±cz±, wo³a "kakol, kakol! Tu-tu!" A rolnik zwykle tr±bi do niego klaksonem i macha mu rêk± - wie ju¿, ¿e w tym domu mieszka ma³y ch³opiec, który go z daleka wypatruje. Z podobnym zachwytem spotyka siê ka¿dy helikopter ("koptel! koptel!"), poci±g ("czu-czu-czu"), ciê¿arówka ("buum") oraz wszelkie maszyny rolnicze i budowlane.

Poza tym jest z niego nieprawdopodobny przytulak. Uwielbia delikatne g³adzenie policzkiem o policzek i nie znam cz³owieka, któremu nie sprawi³oby to przyjemno¶ci, gdy ten ma³y, bia³ow³osy ch³opczyk pochyla siê, przybli¿aj±c swój miêkki jak ptasie mleczko policzek, ¿eby przesun±æ go powoli po skórze tej osoby.
Mamy to szczê¶cie, ¿e ka¿de z naszych dzieci ma w sobie co¶ z plastra - lubi± siê przyklejaæ. Jak dobrze, ¿e dzia³a to koj±co na obie strony.
pi±tek, 01 lipca 2011
Idol.
Wchodzimy do sto³ówki studenckiej. Spotykamy siê tam od czasu do czasu w ci±gu dnia z ojcem dzieci i razem jemy obiad. Potem on wraca do swojej pracy, my z kolei biegniemy dalej w dzieñ. Tym razem trafiam tam nie umawiaj±c siê z Paw³em, ale jestem z kompletem dzieci. Wojtek, gdy tylko zbli¿amy siê do budynku, wo³a "tato, tato!", a wchodz±c do jadalni opowiada podniecony "Tatuæ mniam mniam, tatuæ mniam mniam" i szuka wzrokiem ukochanej postaci. "Tatuæ ma" - tatusia nie ma, stwierdza w koñcu zawiedziony. - Tata jest najwyra¼niej idolem Wojtka. - zauwa¿am trochê do siebie, trochê do starszych dzieci. - A kto jest waszym idolem? - zagadujê, podaj±c im sztuæce. - Moim idolem jest Andrzej z przedszkola. - mówi Grzesiek. Jagoda zastanawia siê d³u¿ej. W koñcu odpowiada: - A moim IGOREM jest mama.
niedziela, 26 czerwca 2011
...
Ospa w gruncie rzeczy nam siê przys³u¿y³a.
Dziêki niej uda³o nam siê pobyæ w samotno¶ci w domu, odetchn±æ od wydarzeñ i go¶ci. Na jaki¶ czas zostali¶my sami, tylko my i dzieci i wtedy odkry³am, jak bardzo prze³adowani bod¼cami byli¶my w ostatnim czasie. Otwieramy swój dom dla ludzi, mamy ogródek i smaczn± kawê, dlatego w którym¶ momencie nagromadzi³o siê tak, ¿e ka¿dego dnia kto¶ u nas by³. Przyjaciele, przyjaciele z dzieæmi, przyjaciele pojedynczo, jedna rodzina, druga rodzina, s±siadka, dzieci s±siadów. Tu¿ przed atakiem ospy by³a fantastyczna pogoda, ogródek kipia³ od zabaw, ale nasze dzieci powoli zaczê³y siê buntowaæ, ¿e w swoim wolnym czasie g³ównie sprz±taj± zabawki po jednych go¶ciach przed nastêpnymi. W pewnym momencie mia³am wra¿enie, ¿e moje ¿ycie to g³ównie wydawanie jedzenia, stanie przy ekspresie i robienie kawy. I wtedy przysz³a ospa. Chyba w dobrym momencie. Na ca³y miesi±c.
Teraz wracamy do ¿ywych wypoczêci i z nowymi si³ami.
*
W miêdzyczasie pojawi³ siê u mnie dodatkowo kryzys - nazwijmy go - kryzysem dziania siê. Wyeksploatowa³am siê wydarzeniami, ruchem, gonieniem z dzieæmi do miasta, za miasto, zapewnianiem im dobrej zabawy. Oni równie dobrze maj± siê w naszym w³asnym domu i na naszej w³asnej trawie, co w parkach, na kinderbalach i w miejskich bawialniach. Coraz czê¶ciej dobrze nam po prostu le¿eæ przed domem na wielkim worku sako, na którym na upartego mieszczê siê z ca³± trójk±, gadaæ o duperelach, patrzeæ na pole pszenicy za p³otem, czytaæ z nimi kolejny raz te same ksi±¿ki, bujaæ siê godzinami na naszej hu¶tawce, albo chodziæ do sklepu przy ulicy po lody. Wszystkim nam zacz±³ doskwieraæ nadmierny ruch w jakim¶ kierunku, a popo³udnia, kiedy po powrocie dzieci z przedszkola i szko³y mo¿emy spêdziæ wy³±cznie na przytulaniu siê na pufie, sta³y siê nam wszystkim najbardziej drogie. Dzieci ciesz± siê na wiadomo¶æ o wycieczce za miasto, ale w identycznym stopniu ciesz± siê na plan pieczenia babeczek w domu i wyj¶cie na spacer w pola za naszym osiedlem. Bo to s± w ogóle dzieci, które byle czym siê ciesz±. A ja wypali³am siê chwilowo wyszukiwaniem dla nich aktywno¶ci i czujê, ¿e ten "slow parenting" na jaki¶ czas dobrze nam zrobi. Mnie i dzieciom. Mnie i ojcu dzieci.
I doszli¶my do tego g³ównie dziêki ospie i dziêki temu nudnemu, powolnemu miesi±cowi, podczas którego nic, dos³ownie nic siê nie dzia³o.
czwartek, 09 czerwca 2011
Szczepiony Grze¶ ma wiêcej wyprysków ospowych, ni¿ nieszczepiona Jagoda, choæ my¶la³am, ¿e wiêcej, ni¿ mia³a Jagoda nie mo¿e ju¿ byæ. Siêgnê³am nawet po jego ksi±¿eczkê zdrowia, sprawdziæ, czy na pewno by³ szczepiony, czy mi siê tylko przy¶ni³o. By³. Jedyna ró¿nica to, ¿e Jagoda podczas wysypu przez dwa dni dochodzi³a do 39,5 stopni, Grze¶ natomiast bez gor±czki. Za to ma ospê na spodzie stóp i nie mo¿e chodziæ. Wkurza siê.
Wojtek ma do tej pory najmniej kropek z ca³ej trójki, choæ nie powiedzia³abym, ¿e lekko to przechodzi. Grzeje.
Jeszcze jaki¶ tydzieñ i bêdzie po wszystkim.
|