-------------------------------- --------------------------------- -------------------------------
czyli to co w matce siedzi
RSS
poniedziałek, 08 lutego 2010
^

Dzieci bez problemu. Na razie.
Ale byli trochę w cieplarnianych warunkach - przyjechała moja mama, która zapewniała starszakom dobre samopoczucie, odkąd Wojtek wylądował. Tańce, hulanki, swawole.
Od dziś zacznie się pospolite życie, zwyczajne kursowanie na drodze pomiędzy zapewnieniem pożywienia, a dostarczeniem codziennej porcji przytuleń.

T. Hogg opowiadała gdzieś, że w tradycyjnych społecznościach matką w połogu i noworodkiem opiekowały się starsze kobiety, odgradzając ich od zwykłego życia, aby w azylu domu matka i dziecko mogli zregenerować się po porodzie i poświęcić ten czas tylko sobie nawzajem.

Takie dni miałam teraz. W skondensowanej formie. Dostałam od mamy.

Moje samopoczucie? Fizycznie bywało lepiej.
Najgorzej jest, gdy wydaje się, że już mam się świetnie, pełna energii frunę przez dom, załatwiając zaległości w krzątaniu, już już mówię do siebie - uff, goję się nareszcie. I wtedy coś złamie w pół, kaszel, śmiech i pokrojone mięśnie nie pozwalają się z powrotem wyprostować.
Złość na ciało. Hormony fruwają, wściekłe łzy się leją.
Nie cierpię u siebie bezsilności. Tej fizycznej również. Cieszę się, że to moja ostatnia cesarka.

Psychicznie jest dobrze.
Noworodek daje mnóstwo miodu na serce samym tym, że jest. Nie musi nic robić, wystarczy, że ma miękką skórę, śmiesznie wzdycha i gwałtownie otwiera buzię do piersi. I jestem ugotowana na miękko.


11:05, fajerwerka_1
Link Komentarze (13) »
sobota, 06 lutego 2010
Chustujemy




Tak jak po cichu chciałam.
Noworodek w chuście.
Mój własny.




21:54, fajerwerka_1
Link Komentarze (16) »
*
Mam strumienie myśli. Mogłabym pisać bez końca. Umysł odżył po ciąży.

*

Trudno mi uwierzyć, gdy patrzę na niego, jak to możliwe, że zmieścił się w moim brzuchu.  Jak mocno musiał być zwinięty? Może dlatego przez ostatni miesiąc macica tak często się buntowała, twardniejąc boleśnie. Ćwiczyła gorliwie do wypchnięcia tego zbyt dużego już bagażu.

I pomyśleć, że w papierach stoi mu - 38 tydzień ciąży - czyli urodził się dwa tygodnie przed terminem. I te 4,115 kg. Czym cię tak wykarmiłam, dziecko? - pytam go. Czekoladą, którą jadłam pod pretekstem braków magnezu?
*

Jest nieprawdopodobnie podobny do Grzesia sprzed sześciu lat. Te same rysy, ta sama mimika. Podobny temperament. Mam niezwykłe magiczne uczucie, jakby mój mały Grześ do mnie wrócił, ten za którym czasem tęsknię. Wojtek jest dla mnie jak film z przeszłości odtwarzany specjalnie dla mnie. Taki piękny prezent dla matki - nowe dziecko, które przynosi ze sobą stare obrazy. Słodką powtórkę z rozrywki.

13:56, fajerwerka_1
Link Komentarze (4) »
Król

Wygląda na wielkiego prawda?
Jestem kiepskim fotografem, to wszystko. Nie potrafiłam uchwycić jego istoty. W rzeczywistości jest maleńki i delikatny, jego główka jest mniejsza, niż moja dłoń, jego policzki, które wydają się pyzate, są rozmiaru pięciozłotówki, a jego ciałko mieści się pomiędzy moim łokciem i dłonią.

Ktoś powiedział - pomyśl, on jeszcze kilka dni temu był w twoim brzuchu, zupełnie taki sam, jak jest teraz.

Może trochę bardziej spuchnięty od wody i nie wydający odgłosów. Ale taki sam, śliczny i delikatny wypychał mi piętami skórę pod piersiami. I nic o nim nie wiedzieliśmy, a teraz jest członkiem rodziny i ma najwyższą rangę.

Król pozwala sobie na skrajne lenistwo, wczoraj przespał cały dzień i całą noc, budząc się tylko na kilka mlaśnięć językiem, żeby wypełnić królewski brzuch.

Podczas krótkich chwil czuwania niezwykle uważnie słucha odgłosów domu i to słuchanie odbija się na jego twarzy ogromnym zdziwieniem. Jagoda patrzyła. Jej ciemne oczy świdrowały najbliższą przestrzeń i wszystkim rzucało się na usta - och, jak ona patrzy! Wojtek słucha. Jak zaklęty.
Trwa w swoistym zwolnionym tempie, powoli przesuwa głowę to w jedną, to w drugą stronę, skąd dochodzi dźwięk, oczy klatka po klatce lustrują mój sweter. Istota spokoju.
Ożywia się jedynie wtedy, gdy żołądek woła o swoje, wprawiając w szybki ruch niecierpliwe nogi, ręce i poszukujące usta.

Dom, w którym jest noworodek, jest jakiś inny, odświętny, specjalny. Pulsuje innym rytmem. Atmosferę chroni się przed wichrami, żeby zapewnić spokój. Jakby był tu ktoś niezwykle ważny. Mały król.

10:28, fajerwerka_1
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 lutego 2010
wojtek - 5 dni











22:06, fajerwerka_1
Link Komentarze (22) »
wtorek, 02 lutego 2010
Jesteśmy

w domu.
Odkąd przyjechałam, nie mam kiedy wejść pod prysznic, ale pomijając ten drobny fakt, całość wygląda całkiem dobrze.
Dzieci pozytywnie.
Ciepłe, czułe, przytulackie.
Wojtula przyniósł nam w prezencie swój niezmącony spokój. Bardzo nam to pomaga.
Wyładniał poza tym.
Mleko rozhulało się w piersiach tak szybko, że aż trudno mi uwierzyć. Uwielbiam sapanie Wojtka.
Mam chwilę, więc lecę się wykąpać. Ściskam wszystkich. Cudownie, że jesteście tu ze mną.
10:49, fajerwerka_1
Link Komentarze (23) »
sobota, 30 stycznia 2010
Podczas
gdy jedni zajadają się mlekiem i odpoczywają , drudzy odliczając dni do powrotu mamy z Wojtusiem  korzystają  z "plusowej" pogody .




17:40, fajerwerka_1
Link Komentarze (5) »
piątek, 29 stycznia 2010
Już z nami
No i jest  Wojtek !

Dziś około godziny 12 przez CC przyszedł sobie na ten nasz
świat .

Grubasek z niego ! Pewnie słyszał o kryzysie i postanowił najeść się na zapas :)

Waga 4.15 kg,
Długość 56 cm
10 pkt Apgar !
Wojtuś  i mama czują się dobrze i aktualnie odpoczywają.

Dziękujemy za ciepłe komentarze i trzymanie kciuków.





14:30, fajerwerka_1
Link Komentarze (116) »
Jadę

do szpitala. Wojtek miał przyjść na świat we wtorek, ale wydaje mi się, że chyba chce wyjść już, noc nie była łatwa.


Synku, niech cię już wyciągną. Czekam na ciebie.


08:56, fajerwerka_1
Link Komentarze (25) »
Wojtek


08:41, fajerwerka_1
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26