Dzieci bez problemu. Na razie. Ale byli trochę w cieplarnianych warunkach - przyjechała moja mama, która zapewniała starszakom dobre samopoczucie, odkąd Wojtek wylądował. Tańce, hulanki,
swawole. Od dziś zacznie się pospolite życie, zwyczajne
kursowanie na drodze pomiędzy zapewnieniem pożywienia, a dostarczeniem
codziennej porcji przytuleń.
T. Hogg opowiadała gdzieś, że w tradycyjnych społecznościach matką w połogu i noworodkiem
opiekowały się starsze kobiety, odgradzając ich od zwykłego życia, aby
w azylu domu matka i dziecko mogli zregenerować się po porodzie i poświęcić ten czas tylko sobie nawzajem.
Takie dni miałam teraz. W skondensowanej formie. Dostałam od mamy.
Moje samopoczucie? Fizycznie bywało lepiej. Najgorzej jest, gdy wydaje się, że już mam się świetnie, pełna energii
frunę przez dom, załatwiając zaległości w krzątaniu, już już mówię do siebie - uff, goję się nareszcie. I wtedy coś złamie w pół, kaszel, śmiech i pokrojone mięśnie nie pozwalają się z powrotem wyprostować. Złość na ciało. Hormony fruwają, wściekłe łzy się leją. Nie cierpię u siebie bezsilności. Tej fizycznej również. Cieszę się, że to moja ostatnia cesarka.
Psychicznie jest dobrze. Noworodek daje mnóstwo miodu na serce samym tym, że jest. Nie musi nic robić, wystarczy, że ma miękką skórę, śmiesznie wzdycha i gwałtownie otwiera buzię do piersi. I jestem ugotowana na miękko.
Mam strumienie myśli. Mogłabym pisać bez końca. Umysł odżył po ciąży.
*
Trudno
mi uwierzyć, gdy patrzę na niego, jak to możliwe, że zmieścił się w
moim brzuchu. Jak mocno musiał być zwinięty? Może dlatego przez ostatni
miesiąc macica tak często się buntowała, twardniejąc boleśnie. Ćwiczyła
gorliwie do wypchnięcia tego zbyt dużego już bagażu.
I pomyśleć, że w
papierach stoi mu - 38 tydzień ciąży - czyli urodził się dwa tygodnie przed
terminem. I te 4,115 kg. Czym cię tak wykarmiłam, dziecko? - pytam go. Czekoladą, którą jadłam pod pretekstem
braków magnezu? *
Jest nieprawdopodobnie podobny do Grzesia sprzed sześciu lat. Te same rysy, ta sama mimika. Podobny temperament. Mam niezwykłe magiczne uczucie, jakby mój mały Grześ do mnie wrócił, ten za którym czasem tęsknię. Wojtek jest dla mnie jak film z przeszłości odtwarzany specjalnie dla mnie. Taki piękny prezent dla matki - nowe dziecko, które przynosi ze sobą stare obrazy. Słodką powtórkę z rozrywki.
Wygląda na wielkiego prawda? Jestem kiepskim fotografem, to wszystko. Nie potrafiłam uchwycić jego istoty. W rzeczywistości jest maleńki i delikatny, jego główka jest mniejsza, niż moja dłoń, jego policzki, które wydają się pyzate, są rozmiaru pięciozłotówki, a jego ciałko mieści się pomiędzy moim łokciem i dłonią.
Ktoś powiedział - pomyśl, on jeszcze kilka dni temu był w twoim brzuchu, zupełnie taki sam, jak jest teraz.
Może trochę bardziej spuchnięty od wody i nie wydający odgłosów. Ale taki sam, śliczny i delikatny wypychał mi piętami skórę pod piersiami. I nic o nim nie wiedzieliśmy, a teraz jest członkiem rodziny i ma najwyższą rangę.
Król pozwala sobie na skrajne lenistwo, wczoraj przespał cały dzień i całą noc, budząc się tylko na kilka mlaśnięć językiem, żeby wypełnić królewski brzuch.
Podczas krótkich chwil czuwania niezwykle uważnie słucha odgłosów domu i to słuchanie odbija się na jego twarzy ogromnym zdziwieniem. Jagoda patrzyła. Jej ciemne oczy świdrowały najbliższą przestrzeń i wszystkim rzucało się na usta - och, jak ona patrzy! Wojtek słucha. Jak zaklęty. Trwa w swoistym zwolnionym tempie, powoli przesuwa głowę to w jedną, to w drugą stronę, skąd dochodzi dźwięk, oczy klatka po klatce lustrują mój sweter. Istota spokoju. Ożywia się jedynie wtedy, gdy żołądek woła o swoje, wprawiając w szybki ruch niecierpliwe nogi, ręce i poszukujące usta.
Dom, w którym jest noworodek, jest jakiś inny, odświętny, specjalny. Pulsuje innym rytmem. Atmosferę chroni się przed wichrami, żeby zapewnić spokój. Jakby był tu ktoś niezwykle ważny. Mały król.
w domu. Odkąd przyjechałam, nie mam kiedy wejść pod prysznic, ale pomijając ten drobny fakt, całość wygląda całkiem dobrze. Dzieci pozytywnie. Ciepłe, czułe, przytulackie. Wojtula przyniósł nam w prezencie swój niezmącony spokój. Bardzo nam to pomaga. Wyładniał poza tym. Mleko rozhulało się w piersiach tak szybko, że aż trudno mi uwierzyć. Uwielbiam sapanie Wojtka. Mam chwilę, więc lecę się wykąpać. Ściskam wszystkich. Cudownie, że jesteście tu ze mną.
Dziś około godziny 12 przez CC przyszedł sobie na ten nasz świat .
Grubasek z niego ! Pewnie słyszał o kryzysie i postanowił najeść się na zapas :)
Waga 4.15 kg, Długość 56 cm 10 pkt Apgar ! Wojtuś i mama czują się dobrze i aktualnie odpoczywają. Dziękujemy za ciepłe komentarze i trzymanie kciuków.