czyli to co w matce siedzi
Blog > Komentarze do wpisu
Przekrojowo


Lego Space Police wydobyte spod choinki było wyjątkowo udanym prezentem. Okrzyki "marzyłem o tym!" i obraz chłopca łapiącego się ze szczęścia za głowę zmoczyły chwilowo moje  oczy. Babcia dumna z trafionego zakupu spontanicznie oświadczyła, że to prezent od niej i niniejszym wersja o aniołku podrzucającym pod choinkę nieco nam się rozjechała. Stanęło na tym, że część prezentów wychodzi od ludzi, a część od aniołów. Dzieci tę wersję łyknęły, choć to wszystko już coraz mniej trzyma się kupy.

- Grześ, warto było jechać na wigilię do babci? - zagaduje tata.
- No pewnie, że tak. A mama jeszcze narzekała.

Niebezpieczny obserwator.

Prawda jest taka, że narzekałam na pomysł, aby zjechać do babci męża już w wigilijne południe. Wojtek miał wtedy ciężki okres i trzeba było wziąć to pod uwagę, zanim się gdziekolwiek wybrało. Od tygodnia jęczał okrągły dzionek, niezależnie od tego, czy był wyspany, czy nie. Trudno było przetrwać ten wigilijny dzień, lepiąc jednocześnie uszka, próbując uśpić przemęczonego Wojtka, uciszając pozostałe znudzone dzieci i nosząc biedaka na zmianę z mężem przez wiele godzin.

Wigilii też nie udało mi się zjeść w całości. Uroki potrójnego macierzyństwa.

Ale za to już pierwszego dnia świąt dostałam od moich rodziców upojne chwile kanapowania i czas dla każdego młodocianego z osobna.

To, co warte zakronikowania, to basen z ciepłymi źródłami następnego dnia, gdzie nasze dzieci w kąpielówkach wychodziły na śnieg, aby chwilę potem wskakiwać z powrotem do gorącego zbiornika. Grzesia do biegania po śniegu  namówił dziadek, częsty amator owych praktyk. Jagoda, która kocha skoki do wody w każdej formie wyprosiła zgodę na skakanie z ośnieżonego brzegu. Raz kozie śmierć, Finowie robią to od wieków i nie chorują bardziej, niż reszta populacji, zgodziłam się więc. Na następne kilka dni coś jakby wstrzymałam oddech, czekając czy się rozchorują, czy nie. Wyszli bez szwanku. Co więcej, bardzo im się to ćwiczenie hartu ciała spodobało.

Para unosząca się nad gorącą wodą, przytłumione głosy ludzi, których nie widać przez białą mgłę i nieprawdopodobnie nawilżone powietrze do oddychania, to przyjemne detale. Jagoda pływająca tuż obok mnie, tak blisko, że nie mogę się powstrzymać od całowania jej raz po raz w wystający znad wody różowy nos, to detal najprzyjemniejszy.

Dwa dni po świętach Jagoda wykonała nam zagadkowy numer, wstała rano i ledwo wydobywając z siebie głos oświadczyła, że czuje się słabo. Zaległa na kanapie i prawie się nie ruszała, wkładając wiele wysiłku w to, aby w ogóle unieść powieki. Wyglądała jak siedem nieszczęść. Zmierzyliśmy jej temperaturę, 38 stopni. Oho, pomyślałam, cóż za super odpowiedzialni z nas rodzice, doprawiliśmy dziecko tą zabawą w hartowanie. Po godzinie zasnęła, spała kolejną godzinę.

Po czym obudziła się, wstała i wyglądała, jak nowo narodzona. Jak gdyby nigdy nic, pełna werwy i energii, w szampańskim nastroju ruszyła w dzień. I to by było na tyle. Po przebudzeniu temperatura 36, 6. Tak jakby coś ją złapało, toczyło od środka przez dwie godziny i zwalczyła.
Ulga.
Czyli znowu nam się udało, po raz kolejny otarliśmy się o podstępnego mikroba i wymsknęliśmy mu się fuksem bez żadnych medykamentów.



Tymczasem Wojtek nauczył się podczas świąt - kiedy go poprosić "przytul się do mnie" - uroczo kłaść głowę na klatce piersiowej proszącego. Dodatkowo od jakiegoś czasu proszony o buziaka oblepia policzek dorosłego mokrymi całusami, co powoduje, że obcowanie z nim staje się jeszcze bardziej boskie.

poniedziałek, 03 stycznia 2011, fajerwerka_1

Polecane wpisy

  • Córka śpiewa.

    Córka odkryła przyjemność twórczości liryczno pieśniarskiej. Układa piosenki, które śpiewa do siebie niskim, gardłowym głosem. Melodia własnej kompozycji, temat

  • Nasza Chorwacja

    Było mi błogo. Chorwacja, w której byłam pierwszy raz, spełniła moje oczekiwania. Zobaczyłam to wszystko, o czym słyszałam, to bajkowe połączenie gór i morza, t

  • Słodko gorzki.

    Wojtek ukończył półtora roku z klasycznymi objawami - źle znosi odmowę i trudno mu przyjąć, gdy coś idzie nie po jego myśli. Ten typowy osiemnasty miesiąc. Wczo

Komentarze
camparis
2011/01/03 10:50:09
o! a gdzie to można wskoczyć w takie źródła? chętnie bym się z dzieciakami wybrała!
(jeśli było już podawane to przepraszam za gapiostwo ...)
-
Gość: MS, *.c192.msk.pl
2011/01/03 11:55:58
W Holandii widziałam dzieci po basenie, które stały bez czapek, z mokrymi włosami. Wiał wtedy porwisty mroźny wiatr. (Kto był zimową porą w Holandii ten na pewno wie, jakie tam wieją wiatry).
I tym dzieciom nic się nie dzieje!
Z tym, że one pewnie są tak hartowane od małego, a my mamy tendencję raczej do grzania dzieci, więc wystarczy, że je później raz przewieje i już chore.
-
2011/01/03 20:57:03
Jestem zauroczona Damą w Czerwieni :) Prawdziwa Carmen! Pozdrowienia :)
-
Gość: geminiga, *.mcx.pl
2011/01/04 14:35:58
Zatkało mnie na widok Jagody!
Super :)
-
Gość: indzia, *.xdsl.centertel.pl
2011/01/05 08:13:22
Dama w czerwieni słodziutka i jaki trafny dobór biżuterii. Rozbrajająca jest.
P.S.Zawsze mnie bawi fakt,że mamy dzieci w podobnym wieku ale odwrotnej płci (Gabi prawie 7lat, Lolek 3,5 roku a Misia 6tygodni). Roczniki się zgadzają.
-
Gość: poziomka, *.dsl.emhril.sbcglobal.net
2011/01/06 03:53:40
Jagoda- rewelacyjna!!! Taka kobieca w tym testosteronie naokolo :)))
-
Gość: lisianora, 91.218.211.*
2011/01/06 22:48:13
niesamowite :) bardzo mi się podoba jak piszesz o was wszystkich
-
kakunia.k
2011/01/19 19:11:10
jej,
jaka Jagoda śliczna jest....! zatkało mnie ;)

(równo o ciążę starsza od mojej Miśki, a taka doroślejsza, heh :))

macham wam wszystkim :))